27.10.2009 | Tomasz Pstrągowski
Kiedy w 1960 roku australijski lekarz, dr William McBride, zaobserwował, że w szpitalu, w którym pracuje, rodzi się niepokojąco dużo zdeformowanych noworodków nie podejrzewał, że natrafił na jedną z największych tragedii we współczesnej medycynie. Niedługo miało się bowiem okazać, że dzieci ze straszliwymi mutacjami urodziło się na całym świecie niemal 12 tysięcy.
Talidomid, mutagen na uspokojenie
Sprawa talidomidu do dziś wzbudza kontrowersje. Wiele osób wciąż zadaje sobie pytanie, jak to możliwe, żeby w środku Europy doszło do tak poważnego zaniedbania. Bowiem to zaniedbania w testowaniu lekarstwa doprowadziły do katastrofy.
W teorii wszystko wyglądało pięknie. Talidomid (w różnych krajach sprzedawany pod różnymi nazwami handlowymi, w Polsce na szczęście nigdy nie wszedł do sprzedaży) miał być idealnym lekiem uspokajającym. Tak łagodnym, że sprzedawanym bez recepty i zalecanym nawet kobietom w ciąży, które źle radziły sobie z mdłościami i innymi dolegliwościami. Lekarstwo odniosło gigantyczny sukces rynkowy, a produkująca je niemiecka firma Chemie Grünenthal zarobiła krocie. Szacuje się, że pod koniec lat pięćdziesiątych w Republice Federalnej Niemiec talidomid regularnie przyjmowało aż 70 tysięcy osób. Na całym świecie liczba ta mogła osiągnąć nawet 5 milionów osób.
Sielanka skończyła się w 1961 roku. Alarm ogłoszono niemal jednocześnie na dwóch krańcach świata. W Australii i Niemczech. W Australii swoje spostrzeżenia postanowił w końcu nagłośnić wspomniany już dr McBride. W Niemczech referat na temat alarmującej liczby zdeformowanych noworodków wygłosił na zjeździe pediatrów dr Widukind Lenz. W tym samym czasie, na trzecim końcu świata - w Stanach Zjednoczonych - w swoich wątpliwościach utwierdzała się dr Frances Oldham Kelsey, pracownica Agencji ds. Żywności i Leków, która miała zaopiniować wprowadzenie talidomidu na rynek amerykański. To dzięki jej dociekliwości lekarstwo nigdy nie pojawiło się na półkach amerykańskich aptek. Te zasługi docenił prezydent John F. Kennedy odznaczając Kelsey najwyższym odznaczeniem przyznawanym cywilom (President's Award for Distinguished Federal Civilian Service).
Później wydarzenia potoczyły się lawinowo. Szybko okazało się, że odpowiedzialne za straszliwe zniekształcenia dzieci są właśnie pozornie nieszkodliwe tabletki uspokajające, które matki przyjmowały w trakcie ciąży. Sprzedaż lekarstw została wstrzymana niemal na całym świecie (choć w Brazylii i Japonii talidomid można było kupić jeszcze dziewięć miesięcy po ujawnieniu jego negatywnego wpływu), na całym świecie zaś rozpoczęło się liczenie ofiar.
Ofiary o siedmiu palcach
Dziś szacuje się, że ofiarami talidomidu było około 15 tysięcy płodów. Na świat przyszło 12 tysięcy chorych dzieci, zaś pierwszy rok życia przeżyło 8 tysięcy z nich. Wszystkich dotknęły mutacje, najczęściej bardzo makabryczne. Dzieci, których matki przyjmowały talidomid, często pozbawione były ważnych organów, cierpiały na ich nadmiar lub mutację. Często posiadały nadliczbowe palce, zaś ich kończyny były nienaturalnie krótkie. Najprawdopodobniej najbardziej znaną ofiarą talidomidu jest śpiewak operowy i jazzowy Thomas Quasthoff. Quasthoff liczy 134 centymetry wzrostu, ma siedem palców (cztery u jednej dłoni, trzy u drugiej) i niemal nie posiada ramion (wydaje się, że dłonie wyrastają wprost z barków).
Polecam wiadomość:
Rekomendowana:
Komiksy
Autorzy
Newsy
Opinie: 38
Mama tej kobiety przyjmowala leki które nie byly jeszcze przetestowane oczywiscie mama dostawala za to pieniadze a doktor spraw ... więcej