Tagi: wywiad, publicystyka, patronat
07.10.2009 | Tomasz Pstrągowski
Tragedia talidomidu nie dotknęła tylko wspaniałych, ładnych ludzi, którym z chęcią byśmy współczuli. Ona dotknęła wszystkich - wywiad z Peterem Milliganem, scenarzystą komiksu „Skin”.
Tomasz Pstrągowski: „Skin” jest opowieścią o zapomnianym problemie. O ofiarach talidomidu, lekarstwa, które przepisywano kobietom w ciąży, nie wiedząc, że wywoła potworne mutacje u ich dzieci. Dlaczego zainteresowałeś się tym tematem?
Peter Milligan: Cóż, to bardzo interesujące wydarzenie historyczne. Do tego dziejące się w tym samym czasie, w którym pojawili się skini, na początku lat siedemdziesiątych te dzieci właśnie zaczęły dorastać. My tych ludzi po prostu widzieliśmy, oni żyli między nami. Kiedy dorastałem widziałem dzieci, będące ofiarami talidomidu. Brendan miał podobne doświadczenia. Uznaliśmy, że to dobry materiał na historię. Naprawdę dobrą, szorstką historię, o tym jak talidomid rujnował życie. Dodatkowo chcieliśmy opowiedzieć tę historię z punktu widzenia przedstawiciela klasy pracującej. Można było oczywiście opowiedzieć to na wiele innych sposobów, ale my chcieliśmy zrobić to właśnie tak. Z pespektywy młodego i, pod wieloma względami, bardzo nieatrakcyjnego chłopaka. To czyni tą opowieść kontrowersyjną, ale też interesującą. Nasz bohater nie jest osobą, którą instynktownie chciałoby się lubić. On nie budzi ciepłych uczuć. Gdybyśmy spotkali go na ulicy pewnie przeszlibyśmy na drugą stronę ulicy. Ale to właśnie czyni go interesującym, tragedia talidomidu nie dotknęła tylko wspaniałych, ładnych ludzi, którym z chęcią byśmy współczuli. Ona dotknęła wszystkich.
TP: Ten komiks miał być swego rodzaju interwencją? Przypomnieniem tego tematu?
PM: Tak. Trochę tak. Ale chodziło nam też o coś innego. Bardzo nam zależało by ten komiks nie przypominał do końca komiksu. Czasem więc wygląda jak komiks, innym razem zaś jak zilustrowany tekst. Chcieliśmy dać ludziom poczucie, że obcują z miejską legendą, która narosła wokół skinów. Często słyszy się przecież zwariowane historie o tym, że jakiś skin podszedł do Królowej, czy coś. Chcieliśmy by to była legenda, o której ludzie będą się zastanawiać czy to była prawda.
TP: Nie baliście się uczynić z chorego dziecka negatywnego bohatera?
PM: Nie nazwałbym go negatywnym bohaterem. On nie jest zły. Oczywiście, mogliśmy opowiedzieć historię bardzo tradycyjną. O wrażliwym chłopcu, który próbuje przełamać swoje ułomności, historię, która łamałaby serca. Ale ja byłem zainteresowany prawdziwą historią. O chłopaku, który chce być jak jego rówieśnicy. Chce być zbuntowany. Chce podrywać panienki. Rozrabiać. To czyni z niego człowieka.
Problemem pisania opowieści, literackich, czy komiksowych, o poważnym problemie społecznym czy historycznym jest zawsze kwestia tego, że trzeba ją uczłowieczyć. Udramatyzować. Jeżeli tego nie zrobisz, jeżeli tego nie potrafisz, to możesz po prostu napisać artykuł prasowy. Ale nie dobrą opowieść. Nasz komiks jest właśnie taką próbą uczłowieczenia tego co się stało. Afery z talidomidami, firmami farmaceutycznymi, zamieszanym we wszystko rządem, który starał się wyciszyć sprawę. To w sumie bardzo zwyczajna opowieść - o chciwości i korupcji. Nikt wtedy nie pamiętał o ofiarach, którymi byli przecież normalni ludzie.
Dlatego nie bałem się uczynić bohatera takiego, jakim jest. To go uczłowieczyło, uczłowieczyło też jego historię. Jego gniew, język. Sprawiło, że jest unikalny. I kontrowersyjny. Nie tylko miłe nastolatki z klasy średnie były ofiarami. Dzieciaki, które chciały być chuliganami lub grać w futbol, też nimi były.
Polecam wiadomość:
Rekomendowana:
Opinie: 8