Kozak na tropie własnych zabójców

Tagi: recenzja

08.10.2009 | Tomasz Pstrągowski

Kozak na tropie własnych zabójców

O tym, że wydawnictwo timof comics potrafi zaskakiwać, wspominałem już nie raz. Nie inaczej jest i teraz, gdy na polskim rynku ukazuje się „Maksym Osa” - dzieło autora, o którym wcześniej słyszeli w Polsce chyba tylko najwięksi zapaleńcy. Niesłusznie, bowiem talent Igora Baranko zasługuje na nieco uwagi.

 

Maksym Osa, główny bohater tej awantury, to niesforny Kozak - świetny fechmistrz, zawadiaka, a w wolnych chwilach siedemnastowieczny odpowiednik prywatnego detektywa, który zostaje wynajęty przez wielkiego polskiego pana, by rozwiązać tajemnicę własnej śmierci i grasującego po okolicy wilkołaka. Tak, dobrze przeczytaliście, własnej śmierci. Bo, powróciwszy z łupieżczej wyprawy, nasz Kozak odkrywa, że jego narzeczona jest żoną innego, jego zaś pochowała kilka dni wcześniej.

 

„Maksym Osa” to zatem nietypowa opowieść, która mogłaby być kolejną wariacją na temat historycznych powieści awanturniczych, gdyby nie fakt, że bardzo szybko przemienia się w dobrze poprowadzony kryminał. Kryminał głęboko osadzony w epoce, w której się rozgrywa. Jest tu więc nieco mistycyzmu, bardzo dużo religijności, są konflikty na tle narodowościowym i wyznaniowym, a bohaterowie przejawiają zupełnie inną mentalność, niż my (objawiającą się przede wszystkim tym, iż z niezwykłą łatwością sięgają po szablę, a jeszcze większą po gorzałkę). Baranko sprawnie wywiązał się ze swojego zadania. Rzecz czyta się szybko i z niewymuszonym zainteresowaniem. Końcowe rozwiązanie jest wprawdzie nieco wymuszone (opiera się na fakcie, iż nie znamy pełnej historii jednego z bohaterów), jednak zaskakuje na tyle, by wciągnąć czytelnika w lekturę i zmusić go do przeczytania komiksu w jeden wieczór. Na szczęście Baranko oparł się łatwej pokusie, i jego dzieło nie przemienia się w kolejną grafomańską zabawę formą powieści historycznej, jaką z lubością uprawia Jacek Komuda. Zbyt mało tu wyświechtanych motywów, oczywistych obrazków i niestrawnego patosu.

 

Nieźle jest także w warstwie graficznej. Baranko doskonale radzi sobie z komiksową materią. Jego kadry są gęste ale czytelne, bohaterowie pozostają łatwi do identyfikacji (co bywa problemem w przypadku komiksów, w których dużą rolę odgrywają historyczne kostiumy), a dla wybrednych znajdzie się nawet smakowita zabawa formalna, w której jeden z bohaterów przedziera się przez powierzchnię kartki, by spojrzeć wprost na podglądającego go czytelnika. Trochę rozczarowuje brak wątku romansowego, bo rysownik umie narysować postaci kobiece i aż chciałoby się zobaczyć którąś z nich nago.

 

Rekomendacje

Polecam wiadomość:

Rekomendowana:

 

 

 

A teraz...

Poleć znajomym

Drukuj

Opinie: 2

 
wolę .. jj 09-10-09 12:09 kiedy rysuje...dzieci np. a nie gołe babki więcej
Trochę dziwne Andrzej 09-10-09 12:06 Kozacy nie nossili kolczug (najwyżej kozacy zwani też pancernymi, rodzaj jazdy polskiej w XVIIwieku) więcej

Dodaj swój komiks i zaloguj się do strefy

Nie masz jeszcze konta? Załóż konto Zapomniałeś hasła?

Ankieta - W ekranizację, którego z polskich komiksów wierzysz najbardziej?

Łaumy
7.1 %
Funky Kovala
22.7 %
Thorgala
70.2 %
Łączna liczba głosów: 4519

O firmie | Dla prasy | Reklama | Biznes z WP | Skontaktuj się z WP | Praca | Prywatność | Polityka antyspamowa| Regulamin

Zobacz wszystkie serwisy | RSS

Copyright © 1995-2010 Wirtualna Polska